Wymiana młodzieży w ramach projektu Our Democratic Europe

Dla kogoś, kto boi się wymian międzynarodowych, poznawania nowych ludzi, komunikacji w języku obcym, wypowiadania się na niełatwe, społeczno-polityczne tematy, mam szokującą wiadomość – absolutnie nie ma się czego bać. I choć osobiście byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tego typu przedsięwzięć, otworzenia się przed zupełnie obcymi ludźmi wywodzącymi się z różnych kultur, nękana wizją przyjezdnych jako ludzi odbiegających od nas na wielu płaszczyznach, muszę przyznać, że miałam szczęście być w błędzie. Jest wręcz odwrotnie – czasami łatwiej jest otworzyć się przed zupełnie nową osobą, która również nie porozumiewa się w swoim ojczystym języku, tak samo jak my może popełniać błędy, tak samo jak my może mieć wiele ciekawych opinii do rozdzielenia między każdego, kto zechce posłuchać.

Tych kilka dni spędzonych z naszymi gośćmi z Belgii, Danii i Holandii było czystą przyjemnością. Brak mi wręcz słów by opisać jak wiele każdy z uczestników mógł nauczyć się podczas spotkań oficjalnych, ale prawdopodobnie jeszcze więcej podczas rozmów w domu, w czasie wolnym, bez narzuconego tematu i presji grupy. Z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę, można było zaobserwować wśród tłumu coraz mniej ciasnych grupek podzielonych ze względu na narodowość, a coraz większą otwartość, dało się słyszeć głośne śmiechy, piski zachwytu, towarzyszące odkrywaniu wspólnych zainteresowań, dało się zauważyć intensywną gestykulację, uważne spojrzenia, chwilami pełne podziwu, aprobaty albo nawet zazdrości, gdy opowiadaliśmy sobie nawzajem o realiach państw, w których żyjemy.

Tej konkretnej wymianie towarzyszyły dwa dni warsztatów – solidnych, wyczerpujących tematy oraz wyczerpujących umysły uczestników, obfitych w wiedzę, projekty, konstruktywne wnioski i debaty.

Pierwszego dnia, w budynku ECS-u, mieliśmy przyjemność oglądać prezentacje multimedialne przedstawicieli każdego kraju biorącego udział w projekcje. Usłyszeliśmy o systemach szkolnictwa: ile lat i w jakich szkołach odbywa się nauka w Danii, Belgii, Holandii i Polsce, czy za naukę trzeba płacić, a może właśnie to nam za nią płacą, czy szkoły są profilowane i jakie zawody moglibyśmy wykonywać po ukończeniu ich.

Prześledziliśmy także w jakich dziedzinach poszukiwani są specjaliści w danym kraju oraz Europie. Poruszane były także sposoby nauczania religii czy wychowania do życia w rodzinie. Następnie mieliśmy przyjemność wysłuchać przemówień kilku gości zarówno z Polski jak i zagranicy – głównie polityków. Mówili oni przede wszystkim o bieżących sprawach polityczno-społecznych, problemach i priorytetach nas jako członków społeczeństw, jak również o mechanizmach władzy. Po tym bogatym w atrakcje dniu nasi goście ruszyli we wspaniałomyślnie zorganizowaną wycieczkę po Gdańsku, by mogli jeszcze bardziej ‘wsiąknąć’ w naszą kulturę.

Dnia drugiego (przy współpracy z American Corner) postawiliśmy na integrację – pracę w grupach, energizery, wystąpienia publiczne, współpracę, dysputy z animatorami. Wspólnie wyobrażaliśmy sobie przyszłość nas samych, naszych państw oraz Europy za kilka czy kilkanaście lat. Mówiliśmy o stereotypach, równouprawnieniu, rasizmie, tolerancji wyznaniowej i seksualnej, sposobach nauczania, podatkach, rynku pracy, migracji, ale także zainteresowaniach i sposobach spędzania czasu wolnego. Hasłami, które najczęściej przewijały się na przygotowywanych przez grupy plakatach były równość oraz tolerancja. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Mam jednak szczerą nadzieję, że każde z nas wyciągnęło wnioski z (póki co wciąż istniejących między nami) różnic, a obecni na spotkaniach politycy zabiorą wypracowane przez nas pomysły i wnioski do… kto wie, być może niedługiej realizacji!

Ale co szczególnie zapadło mi w pamięć podczas projektu „Our Democratic Europe”? Moment, kiedy przekroczyłam próg Sali Konferencyjnej, sali, w której może zmieścić się kilkaset osób – wypełnionej prawie po brzegi. Kiedy ogłuszyła mnie mieszanka języków i zdałam sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę. Kiedy Sophie z Holandii bez śladu zdenerwowania zaczęła krajową prezentację od słów: „As we all know, school sucks sometimes”. Gdy jej koleżanka, Sam, pokazała nam zdjęcia swoich obrazów, nieporównywalnych do niczego, co kiedykolwiek wcześniej widziałam. Chwila kiedy wszyscy wokół zapatrzyli się na Vivian z Danii i jej polską opiekunkę, gdy razem odgrywały „Cups” Anny Kendrick. Łezka kręci się w oku na wspomnienie słów Maxima z Belgii, który z wielkim entuzjazmem zarzekał się, że kiedy wróci do kraju, musi opowiedzieć wszystkim jak pięknym, rozwiniętym i gościnnym krajem jest Polska, standardami doganiająca kraje zachodu, gdzie z reguły panuje zupełnie inny, przykry jej obraz.

Te wspomnienia na długo pozostaną ze mną, podtrzymując nadzieje na dobre zmiany w otaczającej nas rzeczywistości, a także… Na kolejne spotkanie z tymi wspaniałymi ludźmi.

Zdjęcia z wymiany można obejrzeć tutaj.

Ada Piotrowska